Z pozoru dzieli nas wszystko – język, klimat, temperament.
Ale wystarczy usiąść przy kuchennym stole w Kalabrii i nagle… czujesz się jak w domu.
Bo mimo że zamiast rosołu jest makaron z ciecierzycą, a zamiast pierogów – faszerowany bakłażan, emocja, która stoi za tym jedzeniem, jest ta sama.
Przez lata życia tutaj i setki rozmów z Kalabryjczykami zauważyłam coś pięknego:
Polacy i Kalabryjczycy gotują z tej samej potrzeby.
Z potrzeby troski. Bliskości. Pamięci.
Zobacz, co łączy nas bardziej, niż się spodziewasz:
🍽️ 1. Stół jako centrum życia rodzinnego
To nie tylko miejsce do jedzenia. To przestrzeń, w której toczy się codzienność.
W Kalabrii – podobnie jak w Polsce – wszystko ważne dzieje się przy stole.
Tu rozmawiamy, razem świętujemy i przeżywamy zwykłe dni.
To miejsce, w którym czujesz, że należysz – i to bez względu na to, co jest na talerzu.
💛 2. Gościnność, to nasz język miłości
Karmienie to sposób, żeby powiedzieć: „cieszę się, że jesteś”.
Kalabria: „Zjedz jeszcze kawałek. No weź!”
Polska: „To chociaż serniczka… choć troszeczkę!”
📜 3. Szacunek do przepisów przekazywanych z pokolenia na pokolenie
Choć młodsze pokolenia eksperymentują, wciąż ogromną wartość ma: gotowanie „jak robiła babcia”, świąteczne rytuały kulinarne, te same potrawy, ten sam smak, ta sama opowieść
PRZYKŁAD:
Kalabria: parmigiana jak robiła nonna.
Polska: pierogi jak u babci.
I czy to bigos, czy parmigiana – tutaj nie gotuje się według przepisu z internetu.
Gotuje się tak, jak robiła to mama. Albo babcia. Albo ciocia, której już z nami nie ma.
I choć każdy twierdzi, że jego wersja jest „najlepsza”, nikt nikomu nie udowadnia, że to nieprawda.
Bo za każdym smakiem stoi historia.
🫱 4. Gotowanie „na oko”, czyli intuicja ponad precyzję
W Kalabrii: „a occhio” czyli na oko, „a modo mio”, czyli po mojemu, „a cumu esce” czyli jak wyjdzie.
W Polsce: „jak zacznie pachnieć, to już”, „wsyp trochę, jak będzi edobrze to zobaczysz sam,”.
W obu kulturach ważniejsze od grama są zmysły.
Nie termometr, a nos. Nie miarka, a serce.
🍅 5. Proste składniki – głęboki smak
Kalabria: chleb, pomidor, oliwa, czosnek.
Polska: ziemniak, jajko, cebula, twaróg.
W obu przypadkach: minimum składników, maksimum autentyczności.
Bo to nie egzotyka robi wrażenie, ale sposób, w jaki łączysz to, co masz pod ręką.
🫙 6. Przetwory jako kultura, nie moda
W Kalabrii? Suszone pomidory, gniecione oliwki, papryka.
W Polsce? Ogórki, konfitury, powidła.
Piwnica pełna słoików to więcej niż zapasy – to znak tożsamości.
Zawsze ktoś zna „najlepszy przepis” i nigdy nie odda go bez walki 😉
🧡 7. Smak jako wspomnienie, nie produkt
To nie modne dania z Instagramu.
To chleb z oliwą. Ziemniaki z koperkiem. Jajko sadzone. Pomidor z ogrodu.
I w tej prostocie… smak, który kocha się całe życie.
To danie, które ma imię.
Zawsze będzie to „zupa babci”, „makaron od mamy”, „ciasto cioci Marysi”.
Smak nosimy w sercu, nie w książce kucharskiej.
✨ Czyli jesteśmy sobie bliżsi, niż myślimy?
Im dłużej żyję między tymi dwoma światami, tym bardziej widzę, że nie potrzebujemy tych samych składników, by mówić tym samym językiem przy stole.
Polska i Kalabria mają inne przyprawy, ale tę samą emocję. Tutaj po prostu gotuje się:
💛 Z serca.
💬 Z pamięci.
🍽️ Dla bliskich.
I to jest piękne.

