Zanim Kalabria miała lodówki i elektryczność, miała góry (no dobrze – ma je nadal). Surowe, piękne, kapryśne. Góry, po których pasterze wędrowali całymi dniami, niosąc wszystko, co mieli, na własnych plecach.
W tym świecie pełnym wysiłku i słońca istniał mały skarb, który miał wielkiego wroga: upał. Mowa o maśle – miękkim, kalorycznym skarbie. Masło było luksusem, bo robiąc je rezygnowano z produkcji sera. Trzeba je było chronić, zanim słońce je stopi i zniszczy.
I tu zaczyna się ta opowieść.
Wyobraź sobie masło jako bohatera, który musi przetrwać lato w świecie bez lodówki. A wokół niego pasterzy z górskim sprytem, bo tam jedno się liczy: przetrwanie. Skoro masło jest tak cenne… trzeba je ukryć.
I wtedy masło dostało swojego strażnika.
Świeży, plastyczny ser, miękki jak dłonie, które go formowały. Ten ser stał się płaszczem, tarczą, która broniła masło. Tak narodził się Il butirro calabrese: ser z maślanym sercem. Produkt zrodzony z trudów życia, pomysłowości i potrzeby. Taki survival food pasterzy, który dziś brzmi jak kulinarna ciekawostka, a wtedy był genialnym rozwiązaniem.
W tym właśnie tkwi jego piękno: rzeczy stworzone z braku i trudów z czasem stają się wyjątkowe. Inne niż wszystko, co znamy z supermarketów.
Gdy trafisz w góry Sila i spróbujesz Il butirro calabrese, nie zobaczysz już tylko sera. Odkryjesz historię sprytu, przetrwania i miłości do cennego produktu. Masło, które dostało swoją zbroję i przetrwało, abyś mógł je dziś odnaleźć i zasmakować.
Czy czujesz już chęć spakowania plecaka i ruszenia w góry Kalabrii, by spróbować tego kawałka historii?
