Corbezzolo, zapomniany owoc, którego nie kupisz w sklepie
Corbezzolo, zapomniany owoc, którego nie kupisz w sklepie

Corbezzolo, zapomniany owoc, którego nie kupisz w sklepie

Spacerując wiejskimi drogami w Kalabrii, czasem mija się drzewa, na które nikt już prawie nie patrzy.

To Corbezzolo czyli chruścina jagodna.
Roślina tak niepozorna, że większość przechodzi obok niej obojętnie, a jednocześnie tak piękna, że gdy się zatrzymasz, masz wrażenie, że trzymasz w dłoni kawałek dawnego świata.

Kiedy dojrzewają jego owoce, wygląda, jakby ktoś rozwiesił na gałązkach małe czerwone bombki.
Pomiędzy nimi — twarde, błyszczące liście i maleńkie, białe kwiaty w kształcie dzwoneczków.

Symbolika corbezzolo


Zestawienie zieleni, bieli i czerwieni przywodzi na myśl włoską flagę.

Dlatego niektórzy mówią, że corbezzolo jest bardziej włoskie niż espresso o poranku.
Ale dziś… jest raczej symbolem zapomnienia.

Opowieści o corbezzolo możesz usłyszeć tylko od starszych ludzi.
Od tych, którzy pamiętają czasy, gdy wykorzystywało się wszystko, co dawała ziemia.
Nic się nie marnowało.

Moja szwagierka opowiadała mi, że kiedy była mała, jedli te owoce prosto z drzewa, w drodze ze szkoły.
Bez mycia, bez zastanawiania się, po prostu: ręką zrywasz, zęby zatapiają się w miękkiej skórce, miąższ klei palce.

Z tych owoców robiono też marmoladę, która smakowała najlepiej w połączeniu ze świeżo wypieczonym chlebem w piecu opalanym drewnem. To było wtedy jak święto. Smak prosty, biedny, a jednak niezapomniany.

Corbezzolo dzisiaj

Dziś corbezzolo dojrzewa po cichu.
Nie ma go na targach. Nie znajdziesz go w sklepach.

Nikt nie pisze o nim w przewodnikach.
Trzeba wiedzieć, gdzie rośnie i kiedy go szukać.

Dlatego kiedy znajdziesz corbezzolo, zatrzymaj się, zerwij je i spróbuj, jak smakuje Kalabria. Wśród brzęczących pszczół, które wiedzą więcej o tym drzewie niż współczesny człowiek.

Z palcami zatapiającymi się w delikatnym miąższu.
Z tym krótkim, intensywnym momentem, kiedy czujesz, że właśnie dotykasz czegoś, czego nie da się kupić.

Corbezzolo to jeden z tych smaków Kalabrii, które istnieją tylko dlatego, że ktoś jeszcze je pamięta.
Smak, który nie ma ambicji wrócić do menu modnych restauracji.
Smak, który nie wróci na półki supermarketów.

On nadal żyje — w opowieściach.
W zakurzonych wspomnieniach.
I w tych rzadkich, cichych chwilach, gdy trafiasz na drzewo ukryte wśród krzaków, a czas przestaje istnieć.

Z palcami zatapiającymi się w miękkim miąższu.
Z brzęczeniem pszczół, które zawsze są pierwsze przy kwiatach corbezzolo.
I z tym dziwnym poczuciem, że właśnie dotykasz czegoś, czego nie da się kupić.

To jeden z tych smaków Kalabrii, które istnieją tylko dlatego, że ktoś jeszcze je pamięta.
Że ktoś czasem zwalnia kroku na zakurzonej drodze i schyla się po owoc, który nie prosi o uwagę a jednak ją dostaje.

Kuchnia kalabryjska ksiązka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

error: Content is protected !!