Acquappesa to miasteczko nie przekraczające 2000 mieszkańców. Swego czasu należało ono do Guardia Piemontese ale zaraz po wojnie otrzymało prawa miasta i stało się autonomiczne. Zawieszone na zobczu góry i odizolowane od reszty Kalabrii krętą i wąską drogą, która sprawia, że przenosisz się tutaj w inny świat.

CZY COŚ MNIE TUTAJ ZASKOCZYŁO?

Prawdę mówiąc nie spodziewałam się niczego po tej miejscowości. Nikt o niej nie pisze, nic się nie plotkuje A na Instagramie najczęściej pojawia się zdjecie z Scoglio della Regina (Skała Królowej) w Acquappesa Marina i nic więcej. Prawdopodobnym jest też to, że nawet większość Kalabryjczyków nigdy w życiu tam nie była. Sama nie wiedziałam, że istnieje borgo Acquappesa i że możnaby zaoferować podróżującym jakiś atraktor turystyczny. Ale po wizycie potrafię już zdefiniować dla kogo może być atrakcyjna Acquappesa.

To miasteczko jest prawie wyludnione (mieszkańcy przenieśli się nad wybrzeże albo wyprowadzili się poza Kalabrię). Bez żadnego śladu turystyki, beż żadnego sklepiku z pamiątkami i bez żadnego śladu globalizacji – przynajmniej na pierwszy rzut oka. I nie dziwię się, że nikt tam nie zagląda. Nie da się nawet zjeść loda w barze ani wypić kawę, bo bar już od dawna zamknięty na cztery spusty.

Spacerując uliczkami, z aparatem w ręku, zwracałam uwagę każdego mieszkańca. Moja obecność powodowała, że przerywali oni swoje czynności i zaczynali mnie obserwować a dzieciaki na rowerach, pomykające wąskimi uliczkami starówki, śmiało witały mnie z uśmiechem na buzi. Przyznam się, że takiej Kalabrii nie doświadczam na co dzień. Dla mnie samej było to nowe doświadczenie.

To co najbardziej mnie zaskoczyło to to, że mieszkańcy widząć moje zdezorientowanie w terenie i chęć zawrócenia z dalszej eksploracji miasta zachęcali mnie bym nie rezygnowała i szła dalej. Byłam zdumiona tą formą zachęty i nie był to tylko jeden przypadek a aż trzy. Może to mój aparat o dość dużych gabarytach sprawiał, że traktowali mnie inaczej?

Tak czy siak nie każdemu polecam Acquappesa. Idealna jest dla tych, którzy poszukują spokoju (bardzo wielkiego spokoju) i wąskich uliczek. Idealna dla tych, co uwielbiają ze wzgórza przyglądać się zmieniającym się kolorom morza. I również idealna jest na wyprawy rowerowe i trekkingi.

CO CIEKAWEGO JEST W BORGO ACQUAPPESA?

Pierwszą rzeczą, która przykuwa naszą uwagę, gdy pojawiamy się w Acquappesa, to ogromna żelazna konstrukcja składająca się z dwóch pięter. Z jednej strony „przyklejona” jest do zabudowań miasteczka a z drugiej wysunięta i unosząca się nad przepaścią. Ten kontrast starego borgo z ogromną żelazną konstrukcją wzbudza trochę mieszane uczucia i pierwsze pytanie jakie nasuwa mi się to: do czego ona służy.

Jak się dowiedziałam to przedłużenie platformy zawieszone nad przepaścią zaprojektowane jest przez znanego włoskiego architekta Massimiliano Fuksasa i ma nawet swoją nazwę. Ostatnie piętro to Piazza Regina Margherita (Plac Królowej Małgorzaty) miejsce spotkań mieszkańców, którzy prawdopodobnie opowiadają sobie anegdotki z zycia. To również świetne miejsce na panoramiczne zdjęcia z widokiem na morze o ile oczywiście pogoda pozwoli.  

Wchodzenie po schodach konstrukcji na samą górę podnosi adrenalinę, bo pod nogami widzisz dosłownie przepaść. Nie na nasze nerwy. Wracamy się i wybieramy strome podejście uliczką znajdująca się pod konstrukcją, która prowadzi w głąb starego miasta i również na ostatnie piętro konstrukcji.

Szwędając się tak bez celu odkrywamy kilka perełek architektonicznych, ale najbardziej wywołującą we mnie efekt wow był budynek Centro Filosofico Internazionale Karl Otto Apel. Niestety nie mam pojęcia dlaczego ten filozof jest związany z Acquappesa.

Uliczki w Acquappesa są tak wąskie, że dają radę wcisnąc się w nie auta tylko małego kalibru (my auto zostawiliśmy tuz przed miasteczkiem przy głównej ulicy w Acuappesa) a czasami zwężają się do tego stopnia, że tylko człowiek da radę przecisnąć się. Tutaj zrozumiecie dlaczego nadal we Włoszech cieszą się wzięciem auta typu panda.

Trafiamy również na kościół wtopiony niemalże w budynki mieszkalne. Jego schody prowadzą do drzwi mieszkaniowych domu stojacego na przeciw. Ale pomiędzy schodami a domem jest jeszcze wystarczająco miejsca by zaparkować smarta. Trudno jest zrobić zdjęcie fasady kościoła a jeszcze trudniej w środku, bo jako w pierwszym przypadku kościół nie mieścił mi się w kadrze tak w drugim po prostu  zakazano mi fotografować ołtarz, ale w nagrodę ustrzeliłam murala na jednej z ulic Acquappesa.

Odkrywając sobie tak zaułki miasteczka mamy wrażenie bycia w zupełnie innym świecie. I wtedy właśnie postanawiając zajrzeć do baru, dowiaduję się od jednej z jego mieszkanek, że bar już dawno temu został zamknięty. To był dla mnie znak, że Acuappesa naprawdę wymiera. Nie wiem jaką minę musiałam zrobić, gdy usłyszałam, że nie ma baru, bo owa kobieta zaoferowała się zrobić mi kawę u siebie w domu. To kolejny dowód na to, że Kalabryjczycy są zupełnie inni od reszty mieszkańców półwyspu. Z resztą sami dość czesto mi opowiadacie o życzliwości i uprzejmości Kalabryjczyków.

Plotkując tak z mieszkanką Acquappesa o tym skąd jestem i widząc mój aparat kobieta zachęca do dalszej kontynuacji twierdząc, że nie zawiodę się. I faktycznie, ostatni dom w Acquappesa okazał się strzałem w dziesiątkę. Pełen malowideł na ścianach wzbudzał tajemniczość i ciekawość, kto je wykonał i dlaczego. Zauważyłam, że moje zaciekawienie na temat autora u mieszkanki wzbudziło trochę zakłopotanie i wymijajaco odpowiedziała tylko, że własciciel domu już nie żyje i że był dość wyjątkowy. Co rozumiała przez wyjatkowość? Nie mam pojecia. Pozostałam z ta zagadką bez odpowiedzi.

Niestety, w miejscowości zostało już niewielu mieszkańców. Pogoda tego dnia również nie dopisywała. Dlatego by odzyskać poczucie rzeczywistości przemieszczamy się samochodem na marinę (nadmorską część miasta). Z miasteczka zjeżdżamy ponownie serpentyną, którą już 6 razy wspinało się Giro d’Italia. Po drodze robię sobie selfie z figurą Marco Pantani na rowerze I tak sobie myślę, że to Giro d’ Italia wcale nie pomogło miasteczku stać się popularnym. I to kolejny powód, że promocję Kalabrii należy robić zupełnie inaczej.