Gdyby zapytać jeszcze wiek temu jakiegokolwiek Francuza, co sądzi o Kalabrii, nie byłaby to przychylna opinia. Ba! Byłaby ona ubliżająca i pogardliwa. A każdego Kalabryjczyka Francuz określiłby przestępcą i kanibalem. O tak! Nie przesadzam.

Rok 1806 dla wielu zapisał się w pamięci jako najbardziej okrutny epizod i na pewno nie mogą być z niego dumni chłopi (briganti), którzy uczestniczyli w powstaniu w Acri. Ale zacznijmy od początku.

Skąd wzięła się w ogóle ta negatywna opinia?

15 sierpnia 1806 roku, do Acri dociera banda partyzancka (zwana popularnie we Włoszech briganti), dowodzona przez Francatrippa, która walczyła po stronie borbonów przeciwko wojskom napoleońskim. Po zdobyciu Acri sam Francatrippa zasiadał w zaimprowizowanym trybunale ludu, w domu Brancaccio, przed którym stawał każdy podejrzany o współpracę z Francuzami i wedle tradycji osądzano podejrzanych pytając się obecnych:
Chi nn’am”e fari ‚ e chissu? – (Co mamy zrobić z tym) i odpowiedzi padały niezmienne, zawsze te same:
Ammazzàtilu, c’è jacupìnu! (Zabijcie go, jest jakobinem!).
Osądzonych rozstrzeliwano a ciała wrzucano do ognia. Orgia krwi odbywała się między modlitwami, krzykami, jękami, i śmiechem. Ale nie na tym koniec historii mrożącej krew w żyłach. W kronikach z tego upalnego dnia, oprócz scen egzekucyjnych, nie brakuje też sceny kanibalizmu. 
Po tym, jak osądzono i spalono już skazanych, jeden z brigantów, Jaccapitta, wziął od kobiety, która wracała właśnie od pieca, gorącą pittę (chleb), przeciął na pół, a z ognia, w którym dopalały się ciała osądzonych, wyciągnął kawałek uda zmarłego Francesco Sammarro, włożył do pitty (chleba) i zjadł, jak gdyby nigdy nic. Obecni towarzysze Jaccapitta na ten widok zaniemówili. Żaden kompan, mimo namawiania Jaccapitty do przyłączenia się, nie odważył się na gest kanibalizmu. Stąd też, jak podają kroniki, przezwisko Jaccapitta. „Jacca” – tłumacząc z dialektu na włoski, to „spacca”, czyli „rozcina” e „pitta” to typowy chleb przypominający focaccię.
Scena z tego upalnego dnia na długo zapadła w pamięci obecnym i ciągnęła się w czasie, jako legenda o barbarzyńskich Kalabryjczykach. Brigante po dzień dzisiejszy jest kojarzony z Kalabrią i przestępcą. Ale, czy tak naprawdę było? Briganti byli rabusiami i mordercami? Wiele osób, nadal nie wie o co im chodziło. Wiele osób nie zna prawdziwych przyczyn narodzenia się brigantyzmu. Kto wówczas stał po stronie dobra, a kto po stronie zła? Kto zaliczał się do niewinnych, a kto do przestępców?
W tradycji ustnej rolnika zjawisko brigantyzmu nadal żyje. Jeszcze przez wiele dziesięcioleci brigante był często przedstawiany jako wyzwoliciel, romantyczny bohater, coś w rodzaju Robin Hooda, który okrada bogatych, by dać biednym.
Ale po wielu latach od tych wydarzeń w końcu można dokonać osąd, osąd wolny od uniesień i partyzanckich interesów.
Wystarczy dogłębniej zanurzyć się w historyczne fakty by zauważyć, że w swej prawdziwej naturze Kalabryjczyk nie jest ani przestępcą, ani kanibalem, a wydarzenia w 1806 roku, w Acri, nie były przypadkowe i nie zapisały się one jako jedyne w Kalabrii. Te ekstremalne zachowania były spowodowane wieloma wątkami społeczno – politycznymi rozgrywającymi się pomiędzy wojskami napoleońskimi a borbonami generując przez lata biedę i pogardę dla kalabryjskiego chłopa. Warunki egzystencjalne w Kalabrii były naprawdę ekstremalne. Historycy określają je wręcz niewolniczymi. A ktokolwiek próbował walczyć o jakiekolwiek prawa był prześladowany razem z całą rodziną.
Nie trzeba było długo czekać żeby desperacja chłopów, spowodowana złymi warunkami życia przerodziła się w rewolucję. Niewykształcony chłop wiedział, że jest wyzyskiwany i że śmierć puka do drzwi jego domu każdego dnia, dlatego nie miał wiele do stracenia. Zdecydował się na walkę klasową. I tak oto narodził się brigante, którego marzeniem było wyzwolenie się spod opresji i biedy, od niewoli borbonów, tak by móc żyć i pracować godnie.

No to, jak to się stało, że klasa chłopska walczyła, nie przeciw borbonom a razem z nimi, kontra francuskim flotom?

Borboni byli wykształeceni, zamożni i wpływowi i mieli po swojej stronie wstawiennictwo kleryków. Zaś chłop analfabeta, pozostawiony sam sobie, odcięty od wieści ze świata był łatwym obiektem do zmanipulowania. Borboni wiedzieli, że Francuzi dążą do obalenia feudalizmu i wiedzieli, że to pozbawi ich wszelkiej władzy nad chłopem. Dlatego chcąc utrzymać swoje przywileje,  jak najdłużej, zdołali przekonać chłopów, że prawdziwymi wrogami nie są oni, Borboni, a obcy im Francuzi, którzy na pewno chcą odebrać im rodziny, tradycje i podporządkować pod obce władze. A przecież nieznany wróg zawsze wzbudza więcej negatywnych emocji, jak wróg znany.
Wpis ten powstał w
ramach projektu  „Przerażające, straszne historie ze świata”
organizowanego przez Klub Polek na Obczyźnie. Jeśli chcecie poczytać o innych projektach blogujących Polek to zapraszam
was do śledzenia fanpage Facebook i na blog Klubu Polek